DZIAŁO SIĘ

Dodane: 13 dni temu
Pomagamy koledze

Centrum Monitoringu Wolności Prasy wystosowało list do ministra sprawiedliwości, Jarosława Gowina z prośbą o objęcie nadzorem procesu red. Michała Tabaki, byłego dziennikarza Dziennika Zachodniego, oskarżonego przez sędziego o zniesławienie (z osławionego art. 212 kk). SDP pomaga koledze zapewniając mu także adwokata (wcześniej dziennikarz płacił za pomoc prawną przez 6 lat z własnej kieszeni),

więcej

Odsłon: 27 | Komentarzy: 0
Dodane: 32 dni temu
Porozumienie Łazienki Królewskie też przeciw

Porozumienie Łazienki Królewskie też przeciw W KOLEJNEJ PETYCJI DO PREMIERA CZYTAMY: Twórcy to nie kilka medialnych gwiazd, a ogromna rzesza malarzy, artystów sceny, muzyków, pisarzy, naukowców i innych ludzi, o niezbyt znanych nazwiskach, których umysły, zdolności i praca wnosi wiele w nasze życie społeczne. Każdy przedsiębiorca, bankowiec, handlowiec w ramach swojej działalności ma prawo do odliczania kosztów uzyskania przychodów. Twórcy też mają takie koszta, choć trudne są one do oszacowania i zweryfikowania przez urzędnika. Stąd też ryczałtowe 50 proc. Odebranie lub ograniczanie twórcom tego ryczałtu to dyskryminacja tej całej grupy społecznej.

więcej

Odsłon: 71 | Komentarzy: 0
Dodane: 47 dni temu
Życzymy inspirujących Świąt i lepszego roku!

Życzymy inspirujących Świąt i lepszego roku!Szanowne Koleżanki i Szanowni Koledzy! Trudny dla profesjonalnego dziennikarstwa rok za kilka dni się skończy. Powitajmy nowy z nadzieją i wiarą! Życzmy sobie prostych, skąpanych w betlejemskim świetle dróg, ważnych i wzniosłych osiągnięć, radosnych dni! Inspirujących, szczęśliwych Świąt i całego 2012 roku życzymy Państwu w naszym wspólnym imieniu także my, koleżanki i koledzy z zarządu, władz i sekretariatu Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

więcej

Odsłon: 108 | Komentarzy: 0



STOWARZYSZENIE CZAS ODNOWIĆ
2011-06-06

Zjazd SDP w okresie refleksji

Zjazd delegatów Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich udzielił absolutorium władzom poprzedniej kadencji. Zjazd został w niedzielę zawieszony - nie udało się wybrać nowych władz. Żaden z kandydatów na prezesa nie uzyskał wymaganej liczby głosów. Władzę w Stowarzyszeniu pełni w tym czasie Zjazd poprzez wybrane przez siebie prezydium z Marcinem Wolskim jako przewodniczącym.

Polska Agencja Prasowa, nie powołując się na źródło, stwierdziła jednak w depeszy, że władzę w SDP nadal będzie sprawował stary zarząd.

Sekretarz generalny SDP Stefan Truszczyński poinformował PAP, że nie ma ustalonego terminu kolejnego spotkania Zjazdu. Zdecydowano natomiast o zmianie reguł - podczas kolejnego głosowania głosy wstrzymujące się nie będą liczone jako ważne.

A oto dalsza część korespondencji PAP:

W niedzielę na stanowisko prezesa SDP kandydowali Grzegorz Cydejko, Krzysztof Czabański, Stefan Truszczyński, Krzysztof Kłopotowski. Żaden z nich nie uzyskał wymaganej liczby głosów - co najmniej 50 proc. wszystkich ważnych oddanych plus jeden.

W kolejnej turze wzięli udział Cydejko i Czabański, bo Kłopotowski otrzymał zbyt mało głosów, a Truszczyński zrezygnował. Mimo iż jednym głosem wygrał Czabański (uzyskał 66 głosów, podczas gdy Cydejko 65), do wyboru nie doszło, bo nie dostał on wymaganej liczby głosów. 17 osób wstrzymało się od głosu, oddano jeden głos nieważny.

Pierwszego dnia zjazdu - w sobotę - kandydatom: Czabańskiemu i Cydejce także nie udało się uzyskać wymaganej ilości głosów

Grzegorz Cydejko jest publicystą magazynu "Forbes", prezesem oddziału warszawskiego SDP, a także założycielem i przewodniczącym Klubu Dziennikarzy Biznesowych SDP. Pracował m.in. w dziennikach "Życie Warszawy" i "Życie"; był redaktorem naczelnym "Businessman Magazine" oraz zastępcą redaktora naczelnego "Gazety Bankowej".

Podkreślał, że priorytetem stowarzyszenia powinno być przekonanie społeczeństwa, że dziennikarstwo jest ważne, np. przez przeprowadzenie kampanii społecznej. Przekonywał, że bez dobrego jakościowo dziennikarstwa oraz silnych publicznych i prywatnych mediów wymiana opinii i informacji jest ułomna a demokracja - koślawa. Zapowiadał walkę o bezpartyjność mediów publicznych, które powinny wyznaczać najlepsze standardy w polskich mediach. Jego zdaniem SDP, jest organizacją silną, gotową na bycie liderem środowiska.

Krzysztof Czabański jest członkiem Rady Programowej Polskiego Radia; byłym prezesem tej spółki. Współpracuje z "Rzeczpospolitą" i "Uważam Rze" oraz z portalem wpolityce.pl. Był pierwszym po 1989 r. rzecznikiem dyscyplinarnym SDP.

Jak mówił, priorytetem stowarzyszenia powinno być wzmocnienie tej organizacji, a także ściągnięcie do niej jak największej liczby młodych ludzi. W jego opinii stowarzyszenie powinno działać podobnie do związku zawodowego, m.in. pilnować interesów dziennikarzy, a także wolności słowa.

Zjazd Delegatów jest najwyższą władzą SDP. Co trzy lata zwoływany jest w trybie sprawozdawczo-wyborczym, by dokonać wyboru nowych władz Stowarzyszenia.

SDP to najstarsza organizacja dziennikarska w Polsce, istnieje od 1951 r. i do 1982 r. było jedyną organizacją środowiska dziennikarskiego w Polsce. W 1981 r. po ogłoszeniu stanu wojennego SDP zostało rozwiązane i w 1982 r. zdelegalizowane, a cały majątek - m.in. Dom Dziennikarza w Warszawie - skonfiskowany i przekazany utworzonemu w miejsce SDP Stowarzyszeniu Dziennikarzy PRL (obecnie Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczpospolitej). Możliwość legalnego działania SDP odzyskało w 1989 r. Jednak prawo do odzyskania utraconego majątku Społeczna Komisja Rewindykacyjna przyznała Stowarzyszeniu dopiero w 2001 r.

SDP jest członkiem Konferencji Mediów Polskich; z inicjatywy stowarzyszenia została przyjęta w 1995 r. Karta Etyczna Mediów, a na jej podstawie powołana Rada Etyki Mediów. Od 1996 r. przy SDP działa Centrum Monitoringu Wolności Prasy. (PAP)

CO DALEJ?
Jest czas, by się zastanowić nad najważniejszymi problemami dziennikarstwa polskiego. Oddział Warszawski zaproponował program, z którym idą do wyborów kandydat na prezesa Grzegorz Cydejko i inni koledzy (nie tylko z OW SDP, ale też z innych regionów).


PROGRAM NA ZJAZD PRZECZYTASZ TU






Nadzwyczajne Walne Zebranie OW SDP



Dodaj swój komentarz

komentarze(4):

nadesłany 12011-02-08 01:46:33
SDP – konieczna jest odnowa a może wręcz reaktywacja. Musi działać na rzecz wolności słowa, bronić norm demokratycznych, różnorodności opinii, dziennikarzy, którzy je głoszą, pamiętać o kluczowej roli w demokracji niezależnych i niestronniczych mediów publicznych, które nie tylko bawią ale również informują i edukują. Walczyć o zachowanie dziennikarskich standardów profesjonalnych, w tym etycznych. Bronić wolności słowa w regionie i na świecie. Dbać o godne warunki pracy dziennikarzy. I o swoich seniorów - potrzebny jest system opieki i monitorowania warunków życia naszych emerytów. A młodym dać nadzieję, że można z twórczości dziennikarskiej godnie i bez schylania karku żyć.
Grzegorz Cydejko2011-02-24 23:39:56
1. Bez dziennikarstwa nie ma społeczeństwa. Profesjonalne, etyczne dziennikarstwo służy ludziom, informuje o zagrożeniach i szansach, pomaga w kształtowaniu opinii i wymianie idei.
Trzeba promować najwyższe standardy dziennikarskie – wyróżniające najlepszych z nas. Chcemy zainicjować i prowadzić kampanię społeczną uwypuklającą najważniejsze osiągnięcia i społeczny, misyjny wymiar zawodu. Dziennikarstwo chroni, broni i rozwija społeczeństwo, jest ważne dla ludzi, choć trzeba im o tym przypominać.

2. Wolność wypowiedzi nie jest pełna i dana raz na zawsze.
Trwa inwigilowanie dziennikarzy przez służby specjalne – bez tego ochrona tajemnicy źródła jest fikcją.
Anachroniczna jest penalizacja krytyki prasowej, karanie za odmowę publikacji pseudosprostowań, zasądzanie zabezpieczenia powództwa w postaci zakazu publikacji, blokowanie dostępu do informacji publicznej.
Nagminne jest stawianie dziennikarzy w sytuacji konfliktu etycznego, pozbawianie możliwości swobodnej wypowiedzi dziennikarskiej ze względu na interesy polityczne bądź komercyjne ich pracodawców.
Media publiczne przechodzą z rąk do rąk. A powinny zachować bezstronność i równy dystans wobec różnorakich sił politycznych. Wyrazistość ideową pozostawmy wydawcom i nadawcom prywatnym.
Prawo prasowe, Prawo autorskie, Ustawa o radiofonii i telewizji mogą wzmocnić wolność wypowiedzi. Politykom na tym nie zależy.
Jako Oddział Warszawski SDP, wywalczyliśmy wpisanie do tej ostatniej – obowiązku kierowania się w ocenie pracy dziennikarzy przesłankami związanymi z ich postawą etyczną i profesjonalizmem. Będziemy pilnować wywiązywania się mediów publicznych z tego prawnego zobowiązania. Tymczasem zmiana koalicji rządzącej wciąż skutkuje wyrzucaniem z mediów publicznych niewygodnych, choć wartościowych dziennikarzy i zatrudnianiem „swoich”, spolegliwych wobec dysponentów politycznych.
Skoro nasz głos w obronie swobód dziennikarskich łamanych na miejscu brzmi słabo, to już za granicą brzmi wcale. Międzynarodowe akcje na rzecz wolności słowa, pomoc organizacjom walczącym o wolność i prawa człowieka - Polaków to nie grzeje.

3. Bez mediów nie ma dziennikarstwa. Nowe sposoby komunikowania się ludzi to wielka szansa na zróżnicowanie mediów.
Jednocześnie coraz wyraźniej widać, że także prywatna, komercyjna prasa jakościowa pełni funkcję społecznie ważną, bez jej wsparcia ze środków publicznych misja mediów może nie przetrwać.
Zatrudnianie zakręconych na punkcie dziennikarstwa ludzi jest łatwe i tanie. Zbyt tanie. Jak zabiegać o takie zasady wykonywania ich pracy, aby dało się z niej żyć? Wielki temat.

4. Bez szacunku dla twórców nie ma kreatywnego narodu. Państwo i społeczeństwo winny szanować i dbać o swoich twórców.
Tymczasem pozycja prawno-finansowa zawodów twórczych, w tym dziennikarskiego - jest opłakana. Minimum to wypracowanie odrębnych zasad opodatkowania i zabezpieczenia emerytalno-rentowego twórców. Nie może być tak, że twórcy rejestrują działalność gospodarczą, by móc odliczyć koszty uzyskania przychodu. Absurd!

Jeśli nie przerwiemy apatii w naszym środowisku, dorobek z lat walki o wolności demokratyczne, a później o etyczne podstawy profesjonalnego dziennikarstwa – zostanie zaprzepaszczony.

A może to wszystko ważne nie jest?...
Stefan Bratkowski: Bez niedomówień2011-04-17 23:05:01
Bez niedomówień

Miałem to powiedzieć koleżankom i kolegom dziennikarzom z Oddziału Warszawskiego SDP, zebranym dla wyboru delegatów na walny zjazd Stowarzyszenia. Tak się złożyło jednak, że porządek dzienny przewidywał dyskusję dopiero po wyborach – kiedy większość zebranych udała się już do domu. Dlatego powiem to, co chciałem im zakomunikować, pisemnie.

Przyszedłem – ze swoistym ostrzeżeniem. Wbrew poprawności, zamazującej rzeczywistość. Czas nazywać rzeczy po imieniu, bez niedomówień. Żeby nie było potem, że nikt nie mówił. Mamy już do czynienia ze zjawiskami wręcz groźnymi. Jest w Europie pogoda na ruchy faszyzujące i faszystowskie, ale to nie znaczy, że mamy je traktować jako równorzędne, tolerowane w demokracji partie, tyle, że o innych tylko poglądach. Nie powinno być żadnej symetrii między ich odmową uznania dla porządku konstytucyjnego a partiami, które szanują ustrój demokratyczny i godzą się z wynikami wyborów. Byłbym rad, gdyby ci, którzy dają się pociągnąć różnym atrakcjom kłamstwa niemal kopiowanego z ruchów faszystowskich, przyjrzeli się, czemu kibicują, w co się angażują. Nie poznaję rozsądnych niegdyś, utalentowanych chłopaków – Tomka, Krzysia, Marcina, teraz jakby nie wiedzących, w co grają. Wydają się sobie mocni, zwarci i gotowi. W bardzo niebezpiecznej drużynie gracie, chłopcy.

Jeśli wódz drugiej siły w kraju bez żenady odwołuje się do idei Carla Schmitta, nauczyciela hitlerowców, jeśli podnosi hasło „Polsko, obudź się”, dosłownie wzorując się na haśle Hitlera „Deutschland, erwache”, Niemcy, obudźcie się, jeśli wzorem hitlerowców organizuje fackelzugi, marsze z pochodniami – to czy te analogie mogą nie budzić niepokoju? Ten wódz przywodzi partii zorganizowanej na sposób stricte faszystowski, z pełnią władzy, skupioną tylko w jednym ręku. Czy można tego nie zauważać? I z dziwną jakoś dokładnością przestrzega on zasady Goebbelsa – powoływać się i korzystać z demokracji, dopóki się nie zdobędzie władzy; nie przypadkiem podczas lat jego władzy nigdy nie padły z jego ust słowa takie jak „społeczeństwo obywatelskie” czy „samorząd”. Władzę wedle tego wodza należy centralizować – dokładnie tak, jak chciał i robił to wódz NSDAP.

Nawet powołanie Centralnego Biura Antykorupcyjnego – za mało przemyślanym poparciem Platformy Obywatelskiej – naśladowało dosłownie powołanie analogicznego urzędu przez Hitlera zaraz po objęciu władzy. Hitler chciał tym przypodobać się publiczności, zdegustowanej korupcją republiki weimarskiej. Oddał jednak ten urząd nie żadnemu zawodowemu policjantowi, lecz swojemu człowiekowi, który miał możliwie najszybciej stworzyć instytucję ze swoimi wyłącznie ludźmi, całkowicie powolną interesom wodza. Jak u nas – były zadymiarz, w kraju, gdzie 90 procent aktów korupcji wykrywała i wykrywa policja. Bo nie chodziło o korupcję. Stąd prowokacje, pomówienia i najścia bojówek w kominiarkach (podobno z ABW), na prywatne mieszkania, domy i miejsca pracy ludzi, których można było wezwać na przesłuchanie do prokuratury. Mamy prawo wnioskować, że chodziło w rzeczywistości o zastraszenie wszystkich. Jeśli zakładało się w obecności kamer telewizyjnych kajdanki ludziom, którzy cieszą się najwyższym w kraju poważaniem jako ratujący życie, czyli kardiochirurgom i neurochirurgom, to miało znaczyć, że dla tej władzy nie ma mocnych. Akcję wobec Barbary Blidy projektował sam wódz, przyznając potem, że „to nie tak miało być”; zginęła Bogu ducha winna kobieta, a nawet nie wiadomo jak, bo zmazano odciski palców na broni, z której padł śmiertelny strzał. Nieważne, kto obmyślił „akcję Romeo”, ale uwodzenie kobiety, żeby ją skorumpować – to pomysł sam w sobie haniebny. Żadna z tych operacji nie trafiła w ludzi, którym by potem cokolwiek udowodniono. Ale bo też nie o to chodziło.

Kłamstwo i wyprzedzające zarzucanie innym własnych grzechów stało się normalną rutyną. Ugrupowanie wodza bez żenady pożywiło swą spółkę „Telegraf” środkami z państwowego banku. Na korzyść tego ugrupowania dokonano szwindlu z największymi nieruchomościami po RSW Prasie (dziennikarzom zwolnionym po „weryfikacjach” 1982 r. nie przypadło nic). Skarży się partia wodza na brak własnych mediów, ale długo trzymała w ręku TVP, zaś u progu wolności dostała, przypomnę, najpopularniejszą gazetę polską „Express Wieczorny”, doprowadziła ją do bankructwa i nikt nie zapytał, co się stało z jej finansami. Rządząc, wódz obniżył podatki, ale nikt nie podaje informacji z Rocznika Statystycznego (z roku 2008, strona 606), że w latach 2005- 2007 – latach jego władzy – zadłużenie zagraniczne Polski wzrosło o 100 mld dolarów (do sumy 233 mld dolarów), choć był to czas światowej prosperity. Nikt nie podał, co się z tymi pieniędzmi stało. Wódz skarży się, że jest atakowany przez media, chociaż przyzwoite media z całą naiwnością przestrzegają symetrii wystąpień między nim i zwolennikami demokracji, a nawet bywa on w mediach częściej i zajmuje więcej czasu niż przedstawiciele innych partii czy władz państwa.

Nacjonalizm z ksenofobią nazywany patriotyzmem, propaganda niezadowolenia zamiast propagandy zaradności, jątrzenie i propaganda konfliktu zamiast współpracy, majstrowanie wokół przeszłości zamiast pytania, co zrobić dla jutra – oto program ruchu, którego cel można rozumieć tylko jako destabilizację. To paliwo polityczne, znane dokładnie z doświadczenia Mussoliniego i Hitlera. Jak wódz niemieckich niezadowolonych z lat 30., upokorzonych Wersalem, obrażonych na elity, ludzie wodza miotają publicznie – a bezkarnie – obelgi pod adresem legalnie wybranych władz państwa, nie mówiąc już o kalumniach wobec przeciwników. Teraz wódz wręcz wezwał do obalenia legalnych władz państwa, których ON nie uznaje. A de facto – do obalenia ustroju naszej demokracji. Nie ma chyba co do tego najmniejszych wątpliwości. Na czołówce „Gazety Warszawskiej” przed 10 kwietnia ukazało się ogromnymi literami, niemal przez całą stronę, hasło: „Polacy już czas”.

Na co, przepraszam? Czy 10 kwietnia miał być okazją do swoistego marszu na Warszawę, jak Mussoliniego „marsz na Rzym”, tyle że autokarami? Tym razem nie wyszło – Rydzyk zapowiadał 75 tysięcy, zjechało 7 tysięcy, trochę mało dla zamachu stanu. Ale wódz nie rezygnuje, ostrzegam. Jego „raport o stanie państwa” przewiduje utworzenie centralnego ośrodka władzy politycznej w kraju, dokładnie wedle ideałów Benito Mussoliniego i Adolfa Hitlera. Co to ma wspólnego z demokracją? Powtórzę: cały ten manifest i ostatnie przemówienie wodza do jego wyznawców w Sali Kongresowej są wymierzone w demokrację, w ustrojowy porządek, który udało się nam wywalczyć. Można bez większego trudu udowodnić, że padło swoiste wezwanie do wojny domowej. Czy przesadzam? Wśród powszechnego zakłopotania - ku mojemu zaskoczeniu - prokuratury milczą, jakby niczego nie zauważały. Wszystko wolno?

Ze złej miłości można się uleczyć - przed nikim nie jest zamknięta droga do uczciwości i demokracji. Ale rodzącemu się faszyzmowi trzeba po prostu zagradzać drogę. Nazywać go otwarcie. Nie może być wobec niego żadnej, nawet pozorowanej symetrii. Zważywszy zaś dzisiejszą rolę mediów, wymaga to naszej osobistej odpowiedzialności. Dziennikarze są bardziej odpowiedzialni niż politycy za stan umysłów Polaków, za przyzwolenie dla urojeń i paranoi.

Jeśli dziś porzuciłem inne obowiązki i przyszedłem tutaj powiedzieć to, co słyszycie, to dlatego, że przekraczamy jakąś granicę tolerancji. Dziennikarstwo polskie ma swe karty chwały i upadku. To, co dziś pokazujemy, mówimy i piszemy, zostanie po wsze czasy – i niech potem nie zawstydza naszych dzieci odpowiedź na pytanie „coś ty, tatusiu, wtedy robił, co ty, mamusiu, wtedy robiłaś?” I niech nie będzie, że nikt nie mówił, koleżanki i koledzy.
Nina Makowiecka2011-05-05 12:33:27
Dziesięć lat temu, po latach starań i zabiegów grupy kolegów, którzy z wielką pomocą kancelarii adwokackiej prof. Izdebskiego wywalczyli w sądach decyzję o zwrocie majątku Stowarzyszenia, odebranego nam w czasie stanu wojennego udało się odzyskać pieniądze i prawo do władania pałacykiem na Foksal. Wydawało się wtedy, że nareszcie przed Stowarzyszeniem tylko świetlana przyszłość. To były czasy, kiedy SDP wraz z oddziałami było jednolitą organizacją, w której działali ludzie zjednoczeni wokół wspólnych spraw. W Zarządzie Głównym , mimo rozmaitości poglądów i temperamentów, w ogniu nieraz bardzo gwałtownych dyskusji, wypracowywano wspólny pogląd na rozmaite problemy i zadania stojące przed Stowarzyszeniem.
Już wtedy przedmiotem najgorętszych sporów był pomysł podjęcia starań o to, żeby SDP stało się organizacją pożytku publicznego. Poza Krysią Mokrosińską – prezesem, właściwie cały zarząd był temu przeciwny. Ponieważ szanowaliśmy wzajemnie swoje poglądy, po długich naradach z udziałem biura prawnego, przygotowane zostały dwa projekty nowego statutu. Jeden z nich uwzględniał status organizacji pożytku publicznego, drugi przygotowany był na wypadek, gdyby delegaci na zjazd głosowali jednak przeciwko zmianie stowarzyszenia dziennikarzy w organizację charytatywną.
Podczas Zjazdu Delegatów rozwinęła się burzliwa dyskusja – pamiętam, że Agnieszka Romaszewska broniła dzielnie koncepcji pozostawienia Stowarzyszenia w kształcie dotychczasowym. Tymczasem w kuluarach, w atmosferze plotek i pomówień koledzy z ośrodków regionalnych podjęli decyzję poparcia projektu pani Prezes. Poparli ją . W atmosferze krzywdzących i niesprawiedliwych zarzutów pod adresem odchodzącego Zarządu, został wybrany nowy Zarząd i dotychczasowa pani Prezes, odrzucono projekty bardzo starannie przygotowanych projektów statutu, zdecydowano, że SDP zostanie organizacją pożytku publicznego.
W ciągu tej kadencji nie udało się zarejestrować organizacji pożytku publicznego.
Sytuacja powtórzyła się na kolejnym zjeździe. Mimo, że KRS (Krajowy Rejestr Sądowy ) kilkakrotnie odrzucił statut przygotowany przez Zarząd Główny i nie zgodził się zarejestrować organizacji pożytku publicznego, wszystko potoczyło się jak na poprzednim zjeździe. Wybrano identyczny zarząd, tę samą panią prezes ( po raz trzeci, ponieważ zjazd odrzucił propozycję kadencyjności) i od nowa postanowiono zabiegać w KRS o rejestrację organizacji pożytku publicznego.
KRS stanowczo i ostatecznie odrzucił projekt zarejestrowania SDP jako organizacji pożytku publicznego. W ten sposób pozostaliśmy ze starym statutem, bez pomysłów na nowoczesną działalność, z Zarządem Głównym, który coraz częściej skupiał się wokół działań i oświadczeń politycznych. Wobec decyzji, które nie miały poparcia członków. Trudno się dziwić, że od Stowarzyszenia odsunęli się niemal wszyscy najbardziej dynamiczni, wartościowi i samodzielnie myślący członkowie. Została garstka ostatnich upartych działaczy w Klubie Seniora, Klubie Publicystów Kulturalnych, Klubie Fotografików, oraz w Zarządzie Oddziału Warszawskiego.
Taka sytuacja istnieje teraz, kiedy stajemy przed koniecznością wyboru nowych władz Stowarzyszenia. Stowarzyszenia zdezintegrowanego, wyraźnie podzielonego politycznie, w którym do głosu dochodzą nowi ludzie, silnie identyfikujący się z jedną z partii opozycyjnych, niechętni wobec demokratycznie wybranych władz państwowych, zdecydowani przejąć Stowarzyszenie, razem z jego historią, dorobkiem, odzyskanym majątkiem i uczynić je narzędziem w walce politycznej i bezpardonowym działaniu w interesie swojej partii i jej prezesa. Są zdeterminowani, karni i posłuszni. Dali pokaz działania podczas wyborów delegatów Oddziału Warszawskiego. Mamy ostatnią szansę, żeby im się przeciwstawić i nie stracić Stowarzyszenia, dla którego tyle zrobiliśmy przez ostatnich 30 lat, wystarczy mieć świadomość zagrożenia i zmobilizować się, a w końcu… nie odpuścić.
Tylko od nas zależy czy zdołamy wybrać zarząd, który będzie w stanie uruchomić nowe projekty, zrealizować ciekawe propozycje i inspiracje, które spływają ze wszystkich stron. Na początek wybrać dobry zarząd, potem dobrze z nim współpracować.
Dodaj komentarz:



Adres e-mail nie zostanie wyświetlony na stronie,
służy jedynie możliwości potwierdzenia komentarza.








Copyright © SDP Warszawa 2010                                                                                                            Projekt i realizacja: Webdreamers